Sreberko

– Sreberko, syneczku! – woła z okna chatki-kostropatki mama Lisica. – Pora spać!
A Sreberko właśnie w najlepsze wyczynia różne fikołki-koziołki pod dębem.
– Syneczku!
– Zaraz, zaraz, mamusiu! Jeszcze tylko fiknę trzy razy.

Kiedy lisek Sreberko mówi „trzy”, oznacza to bardzo, bardzo dużo. Zrobiło się więc zupełnie ciemno, a on ciągle jeszcze skakał i fikał, zamiatając piach kitą.

– Synku! – niecierpliwiła się mama. – Idziesz spać czy nie?
– Jasne, że nie… – mówi lisek, ale tak cicho, żeby mama nie słyszała. I myk! Pod krzaki. „E, tu za blisko… – myśli. – Przyjdzie mama, znajdzie mnie, da klapsa albo dwa i zabierze do domu”.

Wsunął się lisek głębiej w gęstwinę, ale i tu nie wydało mu się dość bezpiecznie przed mamą, więc smyrgnął w lewo i popędził w las.

Biegł, biegł – tu trącił jakąś gałązkę, tam zbił z nóżki kapelusz grzyba, ale nie zwracał na to uwagi. Aż na jednej z potrąconych gałęzi zbudził się leśny Strach.

Dziwne to licho lubi każdemu dokuczyć. A potrafi to robić, o potrafi, bo umie naśladować, kogo tylko zechce.

– Kto mnie zbudził? – rozejrzał się Strach dokoła. – Aha, to lisek. Już ja mu pokażę! – I dalejże udawać puchacza. – Uhuhu! – rozległo się ponuro po lesie. – Uhuhuuu…

Zadrżał Sreberko i rzucił się do ucieczki. Wybierał miejsca najgęściejsze, przeciskał się przez gęstwiny malin i jeżyn, wsuwał się pod zwisające nisko gałęzie starych świerków. Ostre kolce szarpały mu futerko, a jemu serce zamierało ze strachu, bo myślał, że to puchacz dobiera mu się do skóry.

Tymczasem mama Lisica weszła w las.

– Sreberko! – wołała. – Gdzie jesteś, syneczku?
Usłyszał wołanie Lisicy księżyc. Wyjrzał zza chmur.
– Któż to ma na imię „Sreberko”? – zdziwił się. – Zupełnie jak nici mojego blasku.

Czytaj też  Jak mułłę rozumu nauczono

Spojrzał i widzi: mały, rudy lisek przemyka się skulony pod parasolami gałęzi i krzewów, a górą leśny Strach, łobuzersko uśmiechnięty, sunie pohukując przeraźliwie.

Sypnął księżyc Strachowi w oczy garść blasku. Zatrzepotał Strach powiekami, uskoczył w bok, przycupnął na leszczynowej witce. A Sreberko biegł jeszcze chwilę, aż znalazł się na skraju leśnej polany.

Tu przysiadł pod sosną – zmęczony.
Przyjrzał mu się księżyc uważnie. Ojej! futerko na grzbiecie poszarpane… A to się mama Lisica zmartwi. Trzeba temu zaradzić.

Błysnął księżyc okiem, zbudził sosenkę, pod którą siedział lisek. – Pomóż, sosenko – poprosił.

Pac! spadła na grzbiet liska igiełka sosnowa. Nawleka na nią księżyc nić swojego blasku. Zabiera się igiełka do roboty. Starannie zeszywa poszarpane liskowe futerko. A lisek ani drgnie. Spi spokojnie jak zaczarowany.

Gotowe. Ślicznie wygląda srebrna smuga na grzbiecie liska. Nie znać wcale, a wcale, że to cera. Aż się księżyc uśmiecha – zadowolony.

Zbudził się lisek. Trzeba wracać do domu. Ba! – ale którędy iść? Uciekając przed Strachem lisek szukał tylko osłony, ani mu było w głowie trzymać się ścieżki. I teraz ma za swoje!

Co robić? Nocować w lesie?
Spojrzał lisek na księżyc, jakby u niego szukając pomocy. A księżyc widać zrozumiał. Pac! – spadł z góry kłębuszek księżycowego blasku prosto przed nosek liska. Koniec nici zaczepił się o sosnową gałązkę, a kłębuszek potoczył się dróżką.

„Jakie to śliczne!” – pomyślał lisek i zapomniawszy o swoim zmartwieniu pobiegł za kłębuszkiem.

Kłębuszek toczył się, toczył, srebrna nić kładła się na ziemi, a lisek biegł za kłębuszkiem, biegł, napatrzeć się nie mógł. „Tylko dlaczego ten kłębuszek tak strasznie chudnie? – martwił się Sreberko.

– Ile to ja się nabiegam i jestem wciąż taki sam, a on… ojej… już jest mały jak laskowy orzeszek, już jak ziarenko grochu”. „Zatrzymaj się, kłębuszku!” – chciałby lisek zawołać, lecz ot i nie ma kłębuszka.

Czytaj też  Kto jest najsilniejszy?

Ale co za radość! Słychać głos Lisicy: „Sreberko!” – i po chwili lisek już jest w objęciach mamy.
– Syneczku… – mówi mama zmęczonym głosem, takim biednym, że liskowi serce ściska.
– Jestem, mamusiu, jestem… Nie gniewaj się…
– Syneczku… – głaszcze mama liska. I wtem spostrzega srebrzystą smugę na jego grzbiecie. – O! – mówi. – Nawet nie zauważyłam, kiedy ci wyrosły srebrzyste włoski w futerku. Prawdziwe teraz z ciebie Sreberko…

Autorką czytanki dla dzieci Sreberko jest Maria Rosińska.

Zobacz też