Spacery taty z dzieckiem

tata z dzieckiem

Dla świeżo upieczonego taty konfrontacja z rzeczywistością pełną pieluch, nocnych wacht i spektakularnych ulewek można porównać jedynie do sytuacji wojsk niemieckich pod Stalingradem. Zielony - jak ogórek - tata orientując się, że kobieca pierś spełnia również inną funkcję niż estetyczno-poznawczą, popada w sidła bezsilności, a w jego umyśle rodzi się pytanie – co ja tutaj robię?

Trudne początki

Powyższy wstęp przedstawia z przymrużeniem oka pierwsze chwile ojcostwa. W rzeczywistości bywa zgoła inaczej i nikt nie kwestionuje istotnej funkcji, jaką spełnia każdy tata - odpowiedzialnie i z sercem - podchodzący do tematu opieki nad maleństwem. Nie da się jednak ukryć, że moment zwątpienia i dezorientacji to zwyczajna reakcja w chwili pojawienia się na świecie dziecka. To nowa sytuacja i zupełnie nieznany grunt, na którym każda mama i każdy tata z początku po omacku próbują znaleźć właściwe sobie miejsce. Podział obowiązków jest wtedy naturalną koleją rzeczy.

Tata w akcji

Wszystko zależy od podejścia mężczyzny do opieki nad najmłodszym członkiem rodziny. Nie da się ukryć, że główny ciężar często spoczywa na kobiecie, gdyż mężczyzna jest z natury stworzony do innych zadań, niekoniecznie ściśle związanych z codzienną pielęgnacją niemowlaka. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie i często tak jest, że nocne czuwanie, usypianie, przebieranie i kąpiele to obowiązki wykonywane przez obojga rodziów. Niemniej jednak do jednych z najbardziej lubianych przez ojców przedsięwzięć należą spacery, wyprawy i wspólne ekspedycje z maleństwem.
- Uwielbiam wspólne wyprawy z moim małym odkrywcą. Nie wyobrażam sobie aby zrezygnować z aktywności i odmawiać sobie tej przyjemności. Dlatego każdą wolną chwilę wykorzystuję na wspólne spacery i noszenie maleństwa – mówi Oskar, tata 8 miesięcznego Ignasia – Najczęściej korzystam z nosidełka, jest praktyczne, bezpieczne i bardzo ułatwia sprawę – dodaje.
Podobnego zdania choć przy wykorzystaniu innego „wspomagacza” jest Robert, tata 5 letniego Kajtka i półrocznej Milenki, która z powodzeniem podróżuje w chuście.
- Nie ukrywam, że „zachustowani” ojcowie to nadal rzadki widok na ulicach naszego kraju. A ja nie widzę w tym nic nienaturalnego, wręcz przeciwnie, bardzo sobie cenię ten wynalazek. Z opatuloną córcią mogę przynajmniej choć przez chwilę poczuć bliskość porównywalną z tą, jaką doświadczyła moja żona nosząc dzidzię w brzuchu – żartuję „chustowy” tata.

Warto nosić

Ojcowie, choć świetni w tym temacie – nie są stworzeni wyłącznie do noszenia. Ale skoro uwielbiają to robić nic nie stoi na przeszkodzie by mogli realizować się również w tym zakresie. Zatem - zamiast tracić grunt pod nogami - słusznym wyjściem jest wziąć sprawy w swoje ręce. A dokładnie swoją pociechę, która co rusz domaga się noszenia, przytulania, bliskości i poznawania otaczającego je świata z perspektywy swojego opiekuna. Najważniejsze by zapewnić dziecku poczucie pełni bezpieczeństwa i komfortu w trakcie wspólnych ekspedycji. Cieszyć się każdą chwilą z maleństwem na niezwykłym i niełatwym szlaku dobrego rodzicielstwa.

Męski pierwiastek

Skąd to zamiłowanie tatusiów do wspólnych podróży z pociechą „serce przy sercu”? Czy to tylko chwilowa moda, trend a może po prostu owoc świadomych poszukiwań optymalnego sposobu na przemieszczanie się z maleństwem? Te pytania zadaliśmy Magdalenie Krawczyk, rzecznik firmy Womar, popularnego producenta akcesoriów dla niemowląt i rodziców.
- Popularność nosidełek wśród ojców można wytłumaczyć nie tylko wzrostem świadomości i roli współodpowiedzialności w związku dwojga rodziców. To także świadomy wybór produktu opartego na pragmatyczności i funkcjonalności, czyli rozwiązaniach niezwykle cennych dla większości mężczyzn. Dlatego chusta, jako produkt zdecydowanie bardziej atrakcyjny dla mam, wciąż nie znalazł właściwego zainteresowania ze strony rodziców płci przeciwnej. Choć ta tendencja zdaje się ulegać stopniowej zmianie i to cieszy. Jest to bowiem równie ciekawa i wartościowa forma noszenia.