Kilka mitów na temat karmienia piersią

mama i jej dziecko po karmieniu piersią

W dzisiejszych czasach temat karmienia dzieci wciąż budzi wiele emocji i z niewiadomych przyczyn to, co najbardziej naturalne i stanowiące właściwie jedynie słuszne pożywienie dla ludzkich osesków oraz bazę diety małych dzieci, w świadomości społeczeństw cywilizowanych funkcjonuje jako alternatywa dla butelki z mlekiem sztucznym, kolejna moda, wymysł bądź element terroru laktacyjnego, które to tajemnicze określenie robi zawrotną karierę. Nie będziemy tutaj oceniać tego zjawiska, ma ono swoje przyczyny, ma też wiele przykrych skutków, dotykających karmiące matki, ich rodziny, a przede wszystkim dzieci, które przedwcześnie i w sposób zupełnie nieuzasadniony odstawiane są od piersi, nierzadko tracąc szansę na wykorzystanie całego swojego potencjału genetycznego, zarówno jeśli chodzi o rozwój fizyczny (w tym zdrowie), jak i intelektualny. Jedyne czym tutaj chciałabym się zająć, to przywołanie kilku znanych mitów na temat karmienia piersią i przyjrzenie się im - z czego wynikają, ile prawdy zawierają w sobie, a jeśli wcale - w jaki sposób je zrewidować?

Dzieci karmione piersią mają przewagę nad "butelkowymi"

Zastanawiające jest, że wiele matek karmiąc swoje dzieci piersią, uważa, że daje im coś wyjątkowego, coś dzięki czemu będą one zdrowsze, mądrzejsze i ogólnie lepsze niż cała reszta społeczeństwa. Czy tak będzie w istocie? Nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Natomiast organizm dziecka, w tym także jego mózg, od pierwszych chwil życia płodowego, zaprogramowany jest na odżywianie mlekiem matki po porodzie. Nie zakłada on, że otrzyma mleko krowy przetworzone chemicznie, sproszkowane i zalane wodą. Karmienie piersią jest więc czymś, czego cały potencjał genetyczny dziecka oczekuje i jest to dla niego oczywiste, naturalne. Na co dzień nie zastanawiamy się nad tym, że żyjemy m. in dzięki pracy płuc, które umożliwiają nam oddychanie, ale gdyby funkcji płuc nagle (odpukać!) zabrakło, np. wskutek choroby czy wypadku? Nie powinniśmy postrzegać karmienia piersią w kategorii zysku, ale karmienie butelką w kategorii straty dla rozwoju młodego organizmu wyjątkowego człowieka. To, że najczęściej wybór tej opcji nie ma niczego wspólnego z jakąkolwiek winą matki (o czym wielu zdaje się zapominać) to osobna kwestia i nie będę się nią tutaj zajmować. Prawdą jest, że dziecko niekarmione piersią nie otrzymuje szansy dla siebie przewidzianej w kodzie genetycznym, bez względu na to, co się do tego stanu rzeczy przyczyniło.

Karmienie piersią ma sens przez kilka pierwszych miesięcy życia dziecka, no może do roku

Mit ten wciąż powtarza wiele osób, niestety także reprezentujących środowisko lekarskie, co jest wręcz niedorzeczne. Prawdą jest, że Światowa Organizacja Zdrowia, do której wytycznych mają obowiązek dostosowywać się wszystkie służby medyczne, zaleca, co następuje:
- wyłączne karmienie piersią (bez dopajania) przez pełne sześć miesięcy życia dziecka
- po ukończeniu przez dziecko sześciu miesięcy włączanie pokarmów stałych, przy czym mleko matki wciąż winno stanowić bazę diety malucha
- karmienie piersią dziecka do ukończenia przez nie lat dwóch lub dłużej
Dziwne historie o tym, jakoby mleko matki po okresie kilku miesięcy, roku czy jakiegokolwiek innego przedziału czasowego, traci wartości odżywcze, krążą nawet wśród wykształconych ludzi, ale są absolutnie nieuzasadnione. Mleko matki zmienia się, owszem, ale dostosowując swój skład do zmieniających się potrzeb rosnącego dziecka. Jest więc nie coraz gorsze, ale wręcz przeciwnie. Wiedzą o tym eksperci Światowej Organizacji Zdrowia, której warto ufać bardziej, niż sąsiadce koleżanki, której położna powiedziała kiedyś to i owo. Nawiasem mówiąc, gatunek ludzki pod względem biologicznym nastawiony jest na odżywianie dzieci mlekiem matki przez przynajmniej kilka pierwszych LAT życia. W różnych opracowaniach znajdziemy nie do końca zbieżne informacje, jak długi jest pierwotnie właściwy, zgodny z naszą naturą, okres karmienia dziecka piersią, jednak są one zgodne co do tego, że samoistne odstawienie z reguły ma miejsce między 2 a 7 rokiem życia.

Karmiąca matka powinna szczególnie zważać na swoją dietę

Według powszechnie panujących opinii, już kobieta w ciąży powinna starannie przestudiować wszelkie dostępne w jej okolicy wytyczne na temat diety matki karmiącej, które gdy zebrałoby się razem, dałyby dość radykalny obraz tego, co powinno znaleźć się na talerzu takowej: suchy chleb i obrane jabłko. Tymczasem matka karmiąca, jak każdy człowiek na świecie powinna jeść to, co lubi i co jej służy. Nie ma dowodu na to, że jakikolwiek składnik w diecie matki musi być przyczyną alergii czy niestrawności u dziecka, więc nie ma konieczności niejedzenia czegoś ,,na wszelki wypadek”. Znane są przypadki, gdy wygłodzone mamy decydowały się na odstawienie dziecka od piersi, bo miały dość wyrzeczeń i odmawiania sobie tego, co lubią. Zapewniam, że taki krok czyni maluchowi dużo większą krzywdę niż kilogram tortu czekoladowego, a nawet piwo wypite do kolacji, którą stanowiła pizza z pieczarkami i cebulą. W kwestii alkoholu, jakkolwiek zdania na jego spożywanie przez kobiety karmiące, są podzielone, nie jest tak, że nie wolno biedaczkom wypić ani kropli. Alkohol najbardziej niebezpieczny jest w przypadku noworodków, ponieważ zaburza mechanizm wypływu mleka a przez to technikę ssania. Malutkie niemowlęta mogą mieć zatem duży problem z pozyskaniem pokarmu, co przyczynia się często do płaczu i problemów z karmieniem w ogóle. Jednak należy pamiętać, że chociaż alkohol przenika do mleka kobiecego, mamy w nim do czynienia z tym samym promilem, co we krwi (ilości dostarczane dziecku są zatem na prawdę niewielkie, chociaż są). Oznacza to, że piwo wypite np. godzinę przed karmieniem nie stanowi żadnego zagrożenia dla zdrowia karmionego dziecka. Wnikliwym polecam specjalne kalkulatory, dostępne w internecie, z których dowiemy się, jak dużo i na ile czasu przed karmieniem matka może sobie pozwolić na małe szaleństwo. Absolutnie nie namawiam do pijaństwa NIKOGO, także ojców, gdyż jest to kwestia odpowiedzialności za dziecko jakie ma się pod opieką. Chcę jedynie obalić dość szkodliwy mit, że karmiącej matce przysługuje jedynie suchy chleb z wodą a właściwie to worek pokutny.

Matka karmiąca nie może się ruszyć bez dziecka nawet na pięć minut

W tym micie jest wiele bolesnej dla niektórych prawdy - rozstanie mamy i małego niemowlęcia karmionego piersią może nastręczać trudności, szczególnie jeśli rodzina podejmie decyzję o niepodawaniu mleka sztucznego bądź butelki w ogóle - by nie zaburzać odruchu ssania piersi u dziecka. Bywają jednak kompromisy, na które zgadza się wiele dzieci, a matki przyklaskują im ochoczo i biegną na zakupy z koleżanką lub do kina z partnerem (albo na odwrót - a babcia w tym czasie szczęśliwa, gotowa nawet płacić młodym rodzicom za bilety, by pobyć z wnusiem - znam takie przypadki!). Nie ma nic złego w odciąganiu mleka na czas nieobecności mamy czy okazjonalnym podawaniu butelki z takim czy innym mlekiem. Owszem, przed podjęciem decyzji np. o powrocie do pracy należy uwzględnić, że kilkutygodniowy, czy nawet kilkumiesięczny brzdąc, zasmakowawszy w mleku z butelki może nie chcieć powrócić do piersi, ale zgodnie z zasadą ,,im starsze tym łatwiejsze w obsłudze”, możemy się pocieszać, że ten ,,okres krytyczny” trwa mniej więcej pół roku, tzn. do orientacyjnego momentu wprowadzania pokarmów stałych. Po ukończeniu przez maluszka 8-12 miesięcy (pragnę nadmienić, że wszelkie przedziały czasowe podaję ,,na oko” - każdy maluszek jest inny, każda mama jest inna i wybory powinny być dokonywane wyłącznie dla dobra konkretnej rodziny przez nią samą!), chociaż nadal potrzebuje on mamy, spokojnie jest w stanie wytrzymać bez jej piersi kilka godzin dziennie i takie rozstania, jeśli dziecko jest pod opieką osoby, z którą łączy je emocjonalna więź, nie powinny wpłynąć na jego odruch i technikę ssania. Pokarm na pewno nie zaniknie, a w tym wieku nawet jedno karmienie na dobę znakomicie wpływa na układ odpornościowy oraz ogólny rozwój (także emocjonalny) malucha. Reasumując: nawet karmiąca matka nie jest „przylutowana” do dziecka, posiada swoją osobistą wolność i ma prawo do przyjemności. Fakt, że karmi piersią powinien być powodem do dumy, nie do frustracji. Pełne zdziwienia pytania koleżanek: ,,To jak ty wychodzisz do kosmetyczki, skoro ciągle ci coś przy cycku wisi?” (zasłyszane, autentyczne) mogą być pretekstem do czasowej zmiany koleżanek, nie powinno zaś skłaniać do refleksji o odstawieniu - skarb, jakim jest mleko matki nie zasługuje na przejmowanie się czyjąś zazdrością i wąskimi horyzontami.

Autor: Maria Block

Mama dwójki dzieci. Prowadzi blog MamaNaPuszczy.pl

Przeczytaj również:
1,2 i 3 miesiąc życia dziecka
Depresja poporodowa

© Rodzice.net | Linki | Kontakt | rss kropka czerwona