Kocham. Nie daję klapsów.

dziecko przytulane przez mamę

Jakiś czas temu na wielu blogach poświęconych rodzicielstwu pojawił się tajemniczy znak ze skreśloną czarną dłonią, otoczoną sercem. "Kocham, nie daję klapsów. Bo klaps to też bicie" - ten napis wyjaśniał wszystko. Akcja, zapoczątkowana przez panią Annę Golus z Gdańska, szybko zyskała rzesze zwolenników oraz przeciwników, a w Internecie i innych mediach rozgorzała dyskusja, czy krytyka "niewinnych klapsów" jest uzasadniona. Prawdziwa burza rozpętała się po tym, jak zaproszona do studia TVP w programie "Pytanie na śniadanie" opowiadała o czym naprawdę jest bagatelizowany przez większość naszego społeczeństwa klaps - uderzeniem, biciem, przemocą, bez względu na okoliczności, w których jest stosowany, i wymyślane przez rodziców usprawiedliwienia.

Nazwa akcji "Kocham, nie daję klapsów" nawiązuje do kampanii "Kocham, nie biję". Niestety bardzo często rodzice, twierdząc, że nie biją swoich dzieci, siebie i innych wprowadzają w błąd - stosują bowiem klapsy, które w ich mniemaniu nie zaliczają się do bicia. Uderzenie dziecka w pośladki ręką, czy jakimś przedmiotem, by przywołać je do porządku, czy uświadomić, że postąpiło w sposób niepożądany, jest wręcz powszechnie wykonywane, mimo obowiązującej od 1 sierpnia 2010 ustawy, która zakazuje jakichkolwiek kar cielesnych wobec dzieci.

Dlaczego klaps jest zły?

Dlaczego klaps jest zły? Pani Anna Golus wskazuje na wiele destrukcyjnych aspektów tego rodzaju działania wobec dziecka. Pomijając fakt, na który powołują się psychologowie dziecięcy, że bicie (także klapsy) nie jest w stanie sprawić, że dziecko zrozumie mechanizm winy i kary, pojąć, co jest złego np. w uciekaniu na spacerze albo dotykania gorącej kuchenki, ma ono szkodliwy wpływ na psychikę dziecka. Upokarza je, sprawia, że się boi, a w takim wypadku stworzenie bliskiej relacji z rodzicem, opartej na szacunku i zaufaniu, nie jest możliwe. Ponadto generuje wniosek, że rację ma zawsze ten, kto jest silniejszy, a to w konsekwencji prędzej czy później spowoduje agresywne zachowania u bitego dziecka. Klapsy uczą dziecko, że w przypadku zdenerwowania czy innych negatywnych uczuć, można kogoś uderzyć i wtedy nastąpi ulga- rozładowanie emocji. Uczy, że bicie to przejaw troski (klaps za narażenie się na niebezpieczeństwo), czyli że nie ma miłości bez zadawania bólu.

Niewygodna prawda

Pani Anna Golus swoim przeciwnikom naraziła się, obnażając niewygodną dla niektórych prawdę: w polskich księgarniach na półce wciąż stoją poradniki zalecające kary cielesne mimo obowiązującego zakazu ich stosowania, wprowadzone do sprzedaży przez wydawnictwa chrześcijańskie. Została automatycznie posądzona o atak na wiarę oraz chęć cenzurowania książek chrześcijańskich, które to absurdalne zarzuty nieraz musiała odpierać. Gromy spadły na panią Annę oraz całą akcję także za sprawą artykułu, jaki znalazł się na stronie kampanii, dotyczący powiązania "dawania klapsów" z molestowaniem seksualnym. Nikt ze zwolenników klapsów nie mógł przyjąć do wiadomości, że bicie dziecka po pośladkach (często obnażonych), które są ważną strefą erogenną, może pobudzać je seksualnie, co jest molestowaniem, ponieważ dziecko nie zdaje sobie sprawy z tego, co dzieje się w tym momencie z jego ciałem, a rodzic odnosi korzyść (satysfakcja z ukarania dziecka, ze sprawienia, że jego zachowanie zmieniło się w pożądane). Tego rodzaju przemoc jest niezwykle groźna dla rozwoju dziecka, ponieważ w przyszłości może ono dążyć do zaspokajania swoich potrzeb seksualnych w powiązaniu z przemocą- chcieć się jej poddawać lub ją stosować, co może spowodować niemożność nawiązania głębokiej relacji z partnerem/ partnerką.

Cel akcji

Akcja "Kocham, nie daję klapsów" nie jest atakiem na żadną religię. Nie promuje "modelu szwedzkiego", według którego za stosowanie niepożądanych metod wychowawczych dzieci odbierane są rodzicom i wychowywane w rodzinach zastępczych lub państwowych placówkach. Nie jest zachętą wyboru jakiegokolwiek modelu wychowania (także tzw. "rodzicielstwa bliskości", które zakłada m. in. karmienie piersią nawet przez kilka lat oraz spanie z pociechami w tym samym łóżku). Nie przekazuje, że rodzic stosujący klapsy jest zły i nie nadaje się do swojej roli. Pomaga natomiast w odnalezieniu alternatywy dla tego rodzaju środków, uświadamiając, że każdy klaps to bicie, przemoc. O tym, czym zajmuje się pani Anna Golus oraz dlaczego jeszcze klapsy powinny całkowicie zniknąć z repertuaru rodzicielskich zachowań, przeczytamy na stronie StopKlapsom.pl .

Autor: Maria Block

Mama dwójki dzieci. Prowadzi blog MamaNaPuszczy.pl

Kary - konieczny element wychowania?

© Rodzice.net | Linki | Kontakt | rss kropka czerwona