Kto kiedy zasypia

Maria Łastowiecka

Pewnego dnia spotkali się: Zając, Niedźwiedź i Sowa.
— Okropnie nudno w tym naszym lesie — powiedział Niedźwiedź — prawda?
— Pewnie — dodał Zając. — Ludziom to dobrze: mają radia, telewizory albo mogą sobie pójść na koncert. A u nas co? Tylko wiatr świszczę i drzewa szumią. Ani muzyki, ani rozrywki... Do niczego takie życie.
— Zaraz — zahuczała Sowa — a może byśmy tak założyli zespół muzyczny? Ty, Niedźwiedziu, śpiewałbyś grubym basem, Zając cieniutko, a ja wołałabym „hu-hu! huyhu!"... Byłoby naprawdę wesoło...

Niedźwiedziowi i Zającowi bardzo spodobał się pomysł Sowy.
— Kupiłbym sobie gitarę... — marzył Zając — może nawet elektryczną...
— Ja tam wolę trąbę — burknął Niedźwiedź.— Gdy tylko nasz zespół zarobi parę groszy, zaraz kupię trąbę.
— Dobrze, dobrze — powiedziała Sowa. — Na razie zastanówcie się, co będziemy śpiewali. To musi być coś nietrudnego, bo jeszcze nie mamy wprawy.
— I żeby było powoli — dodał Niedźwiedź — bo ja nie będę wykręcał sobie języka na jakimś tam „cza-cza-cza". Albo „ye-ye-ye".
— No to śpiewajmy kołysanki — powiedział Zając. — Kołysanki są nietrudne i nie bardzo szybkie. Takie „A-a-a, kotki dwa" albo „Luli--luli" potrafimy przecież zaśpiewać. Poza tym kołysanki są potrzebne. Wszyscy przecież zasypiają od czasu do czasu.
No i Zając, Niedźwiedź i Sowa przez cały dzień wprawiali się w śpiewaniu kołysanek. Zając śpiewał „Luli-luli", Niedźwiedź — „A-a-a", a Sowa wołała „Hu-hu!". Naprawdę szło im coraz lepiej i pod wieczór byli już zupełnie dobrze przygotowani do koncertu.

— No to zwołajmy naszych przyjaciół i sąsiadów - - powiedział Zając — i zaśpiewajmy im kołysankę.
— Cooo? - zdziwiła się Sowa. - Teraz? Wieczorem? Nie ma mowy.
- Dlaczego? — Zając na to. - Właśnie wieczór to najlepsza pora na kołysanki. Wszyscy idą spać.
— Jacy wszyscy? — obraziła się Sowa. — My, sowy, chodzimy spać dopiero rano. I ranek jest najlepszą porą na kołysanki.
- Rano to ja właśnie wstaję — powiedział Zając.
- A ja wstaję wieczorem. A sypiam w dzień.
— Kłócicie się i kłócicie — odezwał się Niedźwiedź — a żadne z was nie ma racji. Przecież niedźwiedzie idą spać na jesieni, a budzą się na wiosnę. Dlatego też kołysanki należy śpiewać tylko jesienią.
— A nie, bo przez cały rok! Ale wieczorem! — wrzasnął Zając.
— Rano! Hu-hu! — przekrzykiwała wszystkich Sowa.
— Na jesieni!
— Wieczorem!
I cały zespół muzyczny zaczął się okropnie kłócić. Tak się kłócili, że aż prawie ochrypli. I dopiero wtedy Zającowi wpadł do głowy mądry pomysł.
— Ojej — powiedział. — Przecież nie musimy śpiewać wszyscy razem. Kiedy ja będę senny, to zaśpiewasz mi ty, Sowo, z Niedźwiedziem. A kiedy nadejdzie ranek, to Niedźwiedź i ja zaśpiewamy ci do snu.
Sowa i Niedźwiedź pomyśleli chwilkę, a potem zawołali, że pomysł Zająca jest bardzo dobry.
— No to czyja kolej teraz? — zapytała Sowa. — Zdaje się, że słońce już zaszło. Nie jesteś przypadkiem śpiący, Zajączku?
— Zaraz, zaraz — powiedział Niedźwiedź. — Zanim Zając zaśnie, musicie obiecać, ze zaśpiewacie mi przed zimowym snem. Jeszcze nie teraz, trochę później, kiedy spadnie pierwszy śnieg.
— Oczywiście, że ci zaśpiewamy — obiecał Zając. — Ale już teraz, uaa... zaczynajcie. Okropnie mi się kleją oczy.
No i Zając ułożył się wygodnie pod krzakiem, a Sowa z Niedźwiedziem zaśpiewali mu piękną kołysankę.

Dobranoc, Zajączku.

Nie szumcie, drzewa, niech nie drży liść,
Mały Zajączek spać musi iść.
Odleć, wietrzyku, już nie wiej tu.
Miś śpiewa: luli, Sowa — hu-hu!

Już się, Zajączku, szykuj do snu,
Miś śpiewa: luli, Sowa — hu-hu!
Niechaj cię ciepła nocka otuli,
Hu-hu, Zajączku, i luli-luli.

© Rodzice.net | Linki | Kontakt | rss kropka czerwona