Mamo, włącz mi bajkę!

dzieci przed telewizorem oglądaja bajkę

Wszyscy to znamy: sobota, chciałoby się dłużej pospać, a tu nasz kochany budzik już o siódmej rano wskakuje nam do łóżka i domaga się poświęcenia mu uwagi... Oczy się kleją, włączamy więc maluchowi bajkę, licząc, że chociaż pół godziny dłużej uda się dzięki temu pospać. Potem pora obiadu. Dziecko wierci się, ucieka od stołu, jak tu przemycić witaminy, skoro konsekwentnie odmawia wpuszczenia łyżki do buzi? Włączamy telewizor i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pociecha nieruchomieje, a otwarta jama gębowa pozwala na przyjęcie kęsa marchewki, mięska czy szpinaku. Nadchodzi wieczór. Wszyscy zmęczeni po całym dniu wrażeń, ale dziecko trudno zapędzić do łóżka. Bajka w telewizji uspokaja je i wprowadza w "trans"- maluch zasypia na kanapie, a my spokojnie przenosimy je do łóżeczka... Stop! Czy aby nie za często pozwalamy, by telewizor wyręczał nas w trudnej sztuce wychowywania naszego dziecka?

Bajki dla dzieci - za i przeciw.

Przeciwników włączania dzieciom bajek w telewizji jest tyle, co zwolenników i każdy ma swoje argumenty, z którymi czasami trudno polemizować. Nie da się ukryć, że łatwiej zrobić obiad, posprzątać mieszkanie, czy po prostu chwilkę odsapnąć przy filiżance kawy, kiedy dziecko zajęte jest oglądaniem kreskówki. Dzięki temu nie słyszy w kółko: "Zostaw, nie bierz, nie kręć się, pobaw się!", a my nie drżymy o jego bezpieczeństwo, manipulując przy gorącym piekarniku. Innym koronnym argumentem zwolenników przyjaźni dziecka i telewizora, jest funkcja edukacyjna niektórych programów. To prawda, że obecnie z myślą o najmłodszych powstaje mnóstwo "bajek", których zadaniem jest nauczyć malucha liczyć, pisać, czytać, rozróżniać kolory i kształty, nazywać zwierzęta... No i najważniejsze, o czym nie mówi się, ale jest oczywistością- dla dziecka bajka w telewizji to po prostu rozrywka. A rodzicowi łatwiej ją włączyć i ,,mieć spokój”, niż poświęcić chwilę na wspólną zabawę, wymyślić jakąś grę, czy pójść z maluchem na plac zabaw.

Przeciwnicy telewizji jako ważnego elementu w rozwoju dziecka, podkreślają, że tych momentów, gdy rodzic pragnie "spokoju" jest w polskich domach o wiele za dużo. Średnio dzieci spędzają przed telewizorem ponad 2 godziny dziennie, podczas, gdy czas ten nie powinien przekraczać 40 minut. W tym czasie oglądają oczywiście nie tylko pięknie animowane historyjki z morałem, czy programy edukacyjne, ale teledyski (często przesycone treściami o charakterze erotycznym), reklamy (specjaliści od marketingu mają "chwyty" już na ośmiomiesięczne niemowlęta), czy seriale przeznaczone dla dorosłego widza. Rzadziej filmy o brutalnej treści, ponieważ takowe emitowane są z reguły w porze wieczornej, zdarza się jednak, szczególnie w mieszkaniach o niewielkim metrażu, że rodzice oglądają "filmy dla dorosłych" w towarzystwie bardziej lub mniej twardo śpiących pociech, co wiąże się ze sporym ryzykiem... Jaki jest efekt oglądania przez dzieci telewizji w zbyt dużych ilościach? Konsekwencje możemy podzielić na związane ze sferą psychiczną i fizyczną. Do tych pierwszych zaliczamy (zaczynając od najmłodszych) opóźnienie rozwoju mowy. Maluszki, które spędzają przed ekranem zbyt dużo czasu i nie towarzyszy im dorosła osoba, która wyjaśniałaby co tam się dzieje, nie mają motywacji, by mówić. Ich słownictwo jest dużo uboższe, niż rówieśników, którzy nie oglądają TV wcale bądź robią to rzadko. Nie bez znaczenia jest także rozwój emocjonalny- dziecko nie ma kiedy nauczyć się tego, w jaki sposób powinny wyglądać relacje międzyludzkie. Nie nauczy się tego z bajki, choćby poruszane były w niej tematy związane z uczuciowością człowieka. Musi obserwować reakcje żywej osoby, jej mimikę, gesty, zmianę głosu- a potem mieć okazję, by to naśladować. Nawet, gdy się nudzi i przeszkadza mamie czytać gazetę, a ona się zdenerwuje, dla jego rozwoju społecznego, emocjonalnego i intelektualnego jest to doświadczenie ważniejsze niż obejrzenie bajki, w której bohaterowie przeżywają różnorakie rozterki.

Drugą sprawą jest rozwój fizyczny. Obecna plaga otyłości wśród dzieci to bezpośrednio skutek ich siedzącego trybu życia. A siedzą one nie tylko w szkole, ale także później w domu- przed telewizorem. Wady postawy, zaburzenia odżywiania (dziecko zaaferowane migającym obrazem, nie czuje głodu lub wręcz przeciwnie- podjada przed ekranem, zupełnie bezwiednie i przeważnie bardzo niezdrowo), problemy ze wzrokiem i koncentracją- wszystko to zawdzięczamy telewizji i jej zgubnemu wpływowi na nasze dzieciaki.

Złoty środek

Trudno jednoznacznie powiedzieć: wyrzucić telewizor przez okno w akcie ratowania pociech czy nie? Jak wszędzie, warto i tutaj opracować tzw. "złoty środek". Dobrym pomysłem jest zastąpienie telewizora komputerem, przynajmniej w pokoju dziecięcym, zanim maluch nauczy się sam z niego korzystać. Obecnie w internecie znajdziemy niemal wszystkie bajki, jakie "lecą" także w telewizji. Wystarczy wpisać pożądany tytuł w wyszukiwarkę. Dzięki temu maluch będzie oglądał wyłącznie bajki, które my mu wybierzemy, np. nieszkodliwe Przygody kota Filemona, czy Bolka i Lolka - bez reklam, w czasie, który wyznaczymy i ani minuty dłużej. Oczywiście wymaga to pewnego zaangażowania, znacznie większego, niż w przypadku naciśnięcia przycisku pilota, ale... czy nasze dzieci na to nie zasługują? W sieci znajdziemy także specjalne strony poświęcone najmłodszym, na których zamieszczone są pozbawione przemocy i dwuznacznych treści bajki i piosenki dla malców.

A co, jeśli nie zamierzamy pozbyć się z domu telewizora, a dziecko jest już na tyle duże, że nie da się "oszukać" migawkami z komputera? Przede wszystkim, jako rodzice, musimy mieć kontrolę nad tym, co pociecha ogląda. A więc telewizor w jej pokoju jest stanowczo zakazany! Raz w tygodniu usiądźcie razem z programem telewizyjnym i jaskrawym markerem na kanapie. Przestudiujcie wspólnie spis bajek, programów, filmów i seriali dla dzieci. Zakreślcie pozycje, które dziecko obejrzy (około godziny dziennie) i trzymajcie się tego sztywno! W miarę upływu tygodnia możecie dokonywać drobnych korekt, jeśli dziecko zmieni zdanie w kwestii swoich telewizyjnych preferencji, ale nie zgadzajmy się na nic dodatkowego. Metoda ta będzie skuteczna, jeśli będziemy przestrzegać prostych zasad: musimy być konsekwentni, ale także słowni. Jeśli zgodziliśmy się, by po południu dziecko oglądało jakiś program, nie przeganiajmy go, gdy okaże się, że zmieniono czas emisji "naszego" serialu i po prostu "musimy" go obejrzeć kosztem rozrywki dziecka. Lepiej będzie, jeśli obejrzymy bajkę razem z nim, a potem porozmawiamy na temat tego, co się w niej działo. Ponadto warto byłoby, gdyby zasada "godzina dziennie" obowiązywała całą rodzinę, a przynajmniej w czasie, kiedy dziecko nie śpi- niech nie widzi rodziców spędzających przed telewizorem każdą wolną i niewolną chwilę. Pomyśli wówczas, że jest traktowane gorzej, a telewizor wyda mu się kartą przetargową i zakazanym kąskiem, co może tym bardziej pobudzać jego zainteresowanie ekranem.

Włozony wysiłek sie opłaca

Telewizyjne wychowanie zaczyna się już na etapie pieluch. Pamiętajmy o zasadzie: jeśli dwulatka nie uzależnimy mentalnie od telewizora (tak- my, rodzice!), to i jako czterolatek nie będzie domagał się spędzania "na bajce" kilku godzin dziennie. Jako sześciolatek będzie kreatywnym, lubiącym zabawy na świeżym powietrzu dzieckiem, a każdy rok później prawdopodobnie będzie radził sobie lepiej w nauce i w kontaktach interpersonalnych niż jego rówieśnicy oglądający telewizję zbyt często. Mamy szansę uchronić nastolatka przed brakiem kontroli nad emocjami, także agresją, a dorosłego syna czy córkę przed popełnianiem błędów wychowawczych z własnymi dziećmi. Zadbamy także o zdrowie pociechy na każdym etapie jego rozwoju. Wystarczy w porę wyłączyć "gadające pudło"...

Przeczytaj też:
Zabawy dla dzieci

© Rodzice.net | Linki | Kontakt | rss kropka czerwona